NEWSLETTER

Jesteś dzinnikarzem? Wybierz firmy z których chcesz
dostawać informacje prasową wprost na własną
skrzynke e-mail.
ZAPISZ SIĘ

WYSZUKAJ

Za nami Gala 12. Poznańskiej Nagrody Literackiej! Dorota Masłowska i Justyna Kuligowska tegorocznymi laureatkami

2026-05-23 10:07:00

Dorota Masłowska to jedna z najważniejszych polskich pisarek współczesnych. W 2002 roku zadebiutowała powieścią „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”, która zastała nagrodzona Paszportem „Polityki”, za drugą, „Paw królowej”, otrzymała w 2006 roku Nagrodę Literacką Nike. Następnie spod jej pióra wyszły dramaty „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” (2006) oraz „Między nami dobrze jest” (2008) – oba, świetnie przyjęte przez czytelników i krytykę, doczekały się adaptacji teatralnych. Kolejne jej książki to m.in. „Kochanie, zabiłam nasze koty” (2012), „Jak zostałam wiedźmą” (2014), „Inni ludzie” (2018), zbiory felietonów „Jak przejąć kontrolę nad światem” (2017, 2020) i „Mam tak samo jak ty” (2023), dramat „Bowie w Warszawie” (2022) oraz powieść „Magiczna rana” (2024). W 2022 roku została uhonorowana Paszportem „Polityki” w kategorii Kreator Kultury. Równolegle do twórczości literackiej angażuje się w projekty muzyczne (Mister D, DOROTA) i teatralne.

 

OKIEM KAPITUŁY

Poznańska Nagroda Literacka – Nagroda im. Adama Mickiewicza za całokształt twórczości ze wskazaniem na książkę „Magiczna rana” (Wydawnictwo Karakter, 2024) w 2026 roku trafia do Doroty Masłowskiej. Prezentujemy wypowiedzi członkiń i członków Kapituły.

 

Inga Iwasiów: Dorota Masłowska od początku swej twórczości zagląda w miejsca, które inni, owszem, widzą, ale nie słyszą dochodzących z nich dźwięków. Przetwarza i podkręca język istniejący, wprowadza bohaterów i bohaterki ucieleśniających społeczeństwo, które jest niemiłe. Kręcąc maszynką słów, wytwarza refreny, które podajemy dalej. „Język Masłowskiej” – temat referatów i wypracowań – nie gada do nas dla samego gadania. Gdyby pisarka nie urządzała nam punktów obserwacyjnych, byłaby to aż gra słów i wyobraźni. Aż, bo czego więcej chcieć od prozy, dramatu, piosenki? Na przykład transu, ironii i skupienia. Tytuł „Magiczna rana” odnoszę nie tylko do wydanego w 2024 roku zbioru. Dorota Masłowska magicznie, metodą unikatową, otwiera społeczne rany. Wchodzi pod wodę, wyławia butelkę po fancie, żebyśmy przestali udawać empatycznych i zadowolonych frustratów. Wie o nas coraz więcej.

 

Maciej Jakubowiak: To musi być dziwne uczucie: mieć czterdzieści parę lat i już uchodzić za klasyczkę krajowej literatury. Ale trudno z tym dyskutować. Dorota Masłowska miała lat niespełna dwadzieścia, kiedy wrzuciła do literatury polskiej bombę, która rozbiła wszelkie oczekiwania i językowe nawyki. I pewnie mogłaby tamtym sukcesem żywić się wygodnie do dziś. Ale Masłowska ma najwyraźniej ten przymus, który definiuje najlepsze artystki i najlepszych artystów, by stawiać wyzwania przede wszystkim sobie, próbować rzeczy, których dotąd nie próbowała, i chodzić tam, gdzie jeszcze jej nie było. Z każdą kolejną książką, dramatem i albumem muzycznym robi się to coraz trudniejsze, ale Masłowska nie ustaje w kwestionowaniu tego wszystkiego, co wiemy o Masłowskiej. Sprawia to, że ten całokształt, za który dostaje nagrodę, tak naprawdę nie istnieje, wcale nie jest gotowy i pewnie jeszcze długo nie będzie. Tym lepiej.

 

Magdalena Kicińska: Nagroda im. Adama Mickiewicza przyznawana jest „za wybitne zasługi dla polskiej literatury i kultury”. To, co wnosi twórczość Doroty Masłowskiej, jest bez wątpienia nie tylko wybitne i wyjątkowe, ale już od dawna kanoniczne. Trudno sobie wyobrazić współczesną polską prozę bez jej odwagi i wyobraźni, które pozwalają językowi opowiadać historie o tym, jacy jesteśmy, choć czasem się tego wstydzimy; jacy chcielibyśmy być, gdybyśmy się potrafili go wyzbyć; jacy, magicznie, stajemy się, spotykając w lekturze.

 

Urszula Glensk: Spostrzegawczości Dorocie Masłowskiej mógłby pozazdrościć Bolesław Prus. Od debiutanckiej „Wojny polsko-ruskiej” pisarka szuka i znajduje język oddający stany subkulturowej świadomości, normy i absurdu, mody i awangardy. Opowiada rzeczywistość społeczną w kodzie naturalistycznego eksperymentu. Rejestruje atrybuty i rekwizyty codzienności. W jej prozie – wraz z upływającym czasem – dresiarzy zastępują raperzy czy „kobiety w rozsypce”. Tracą znaczenie barwy adidasów, nabierają znaczenia barwy tipsów, trzepaki zmieniają się na ozdobione stiukami banki, a szlugi zmieniają się w „nakładki na bruksizm”, jednak siła wyrazu tego szyderczego i spostrzegawczego pisarstwa nie traci magnetyzmu. Madame Prus polskiej literatury współczesnej.

 

Grzegorz Olszański: W „Poemacie mojej melancholii” Rafał Wojaczek napisał: „Mickiewicz jest kobietą”. I jak tu nie wierzyć w profetyczne właściwości poezji!

 

Justyna Kulikowska to autorka książek poetyckich: „Hejt i inne bangery” (Ha!art, 2018), „Tab_s” (WBPiCAK, 2020), „gift. z Podlasia” (WBPiCAK, 2021), „Obóz zabaw” (WBPiCAK, 2023) oraz „Wnyki dla światła” (2025) i „Wiersze zebrane (2018–2025)”. Nominowana do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy (2022), dwukrotnie do Nagrody Literackiej „Nike” (2021, 2022). Laureatka Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny (2019), Nagrody Literackiej Gdynia (2022), Nagrody Literackiej Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego (2022, 2024, 2026), Nagrody Literackiej m.st. Warszawy (2024). Mieszkała na Podlasiu.

 

ZDANIEM KAPITUŁY PNL

 

PIOTR ŚLIWIŃSKI: Takiego wejścia nie było od lat. Kiedy w 2018 roku pojawił się tom „Hejt i inne bangery”, z miejsca zwrócił na siebie uwagę, a kolejne książki Justyny Kulikowskiej – „Tab_s” (2020), „gift. z Podlasia (2021), „Obóz zabaw” (2023) – coraz bardziej wzmagały zainteresowanie jej poezją. Jeśli zapytać o powody sukcesu, ze świadomością, że „sukces” poetycki to rzecz wysoce intymna, o zasięgu ograniczonym do paru setek, może tysiąca czytelników, to odpowiedź jest jednocześnie łatwa i trudna. Łatwo zauważyć nitki, które wiążą utwory Kulikowskiej z nośnymi poetykami. Jej wiersze wypełnione są wrażliwością na krzywdę i gniewem na niesprawiedliwość, poddane naciskowi wypaczającego rzeczywistość i wszelkie doświadczenie gadulstwa mediów, zaangażowane, lecz nieoczywiste, trawione przez tożsamościowy niepokój. Rzec można, że Kulikowska jest poetką naszych czasów.

Jest jedną z wielu, do których wydaje się podobna, będąc zarazem jedną z niewielu, którym udało się pisać we własny, oddzielny sposób. Czemu zawdzięcza tę wyjątkowość, trudno stwierdzić. Chyba eskalacji, temu, że jej wrażliwość, gniewność, uważność, ale i zdolność słyszenia ukrytych, przytłumionych, na przykład lokalnych języków, realizują się na poziomie rzadko osiąganym przez liryczny peleton. Kulikowska ze świetnym skutkiem operuje na rozciągniętej skali poetyckich efektów – od analitycznej inteligencji do pracowitej, więc powściągliwej czułości. Myśli jak znaczna część jej rówieśników, politycznie, nie jest jednak za grosz kolektywna, podporządkowana (i podporządkowująca) stylom bycia i mówienia postliberalnego pokolenia. Czyżby młodsza siostra Doroty Masłowskiej?

 

URSZULA GLENSK: Łapanie doświadczenia we wnyki języka jest pracą poetów. Justyna Kulikowska chwyta perfekcyjnie i oszczędnie zarazem. W świecie przegadanym jej sposób mówienia – wciąga; okiełznane frazy – uspakajają; elipsy – zostawiają przestrzeń. W nadmiarze dostępnych obrazów poetka zachowuje niepewność co do piękna i brzydoty, poprzestaje na patrzeniu i podglądaniu. Nieprzypadkowo. Patrzenie – mówi Kulikowska – to najdoskonalsza z wersji zawłaszczania. Czytanie jej wierszy może stać się doskonałą lekcją namysłu. Żeby ułatwić lekturę, poetka rozwiesza czytelnikowi hamak pomiędzy słowami a myślami, wyobrażeniem a rzeczywistością, wcześniej ostrożnie sprawdzając wytrzymałość dębów szypułkowych.

 

MACIEJ JAKUBOWIAK: Niewykluczone, że Justyna Kulikowska jest poetką przebojową. W końcu przebojem wdarła się w krajobraz polskiej poezji książką „gift. Z Podlasia”, w której język i doświadczenia spoza centrum działały jak laski dynamitu, podsadzane pod ponure gmaszysko polskiej kultury. Tymczasem „Wnyki dla światła”, piąta książka Kulikowskiej, to już bardziej cierpliwa medytacja nad tym, jak swoje własne kształty, ustalane przez oczekiwania innych i własne pragnienia, skruszyć i poluzować tak, żeby świat wciąż mógł okazywać się zaskakujący.

 

INGA IWASIÓW: Wiersze Justyny Kulikowskiej są jednocześnie precyzyjne i wściekłe, mają, jak sama pisze, „silniczek”, ale ja w nich słyszę świst kamertonu, podmuch trajektorii wyznaczanych przez podmiotkę. Tym razem metaforą organizującą całość są wnyki (dla światła i dla świata), zamieniane w swoje przeciwieństwo: hamak. Co nas więzi, a co rozstawiamy, w czym wibruje język, a co się dzieje ze światem, gdy go kadrujemy na bólu? Kulikowska jest we „Wnykach…” dojmująco celna, osobna i przejmująca.

 

GRZEGORZ OLSZAŃSKI: Jeśli jedną z miar sukcesu w poezji jest wypracowanie przez autora czy autorkę własnej rozpoznawalnej dykcji, to Justynie Kulikowskiej udało się to zrobić w wyjątkowo krótkim czasie. Każda jej książka była ważnym wydarzeniem, każdy jej tom wywoływał gorące krytycznoliterackie dyskusje. Nie inaczej jest z „Wnykami dla światła”. To książka bezkompromisowa, ale też poetka jest świadoma zarówno przemocy języka, jak i jego uwodzicielskiej siły. To poezja, która nie tyle opisuje rzeczywistość, ile próbuje ją przechwycić, rozmontować i na nowo, po swojemu, opisać. Kulikowska z niezwykłą śmiałością operuje rejestrem wysokim i niskim, splatając erudycyjne odniesienia z tym, co prozaiczne, tworząc idiom rozpoznawalny i zarazem niepodrabialny.

 

MAGDALENA KICIŃSKA: Justyna Kulikowska swoją najnowszą książką poetycką potwierdza, jak ważnym głosem jest we współczesnej polskiej poezji – wyjątkowym i niezastąpionym. Czekam na jej wiersze zawsze z wielką niecierpliwością, a we „Wnyki…” dałam się złapać od pierwszego wersu.

 

Źródło: Biuro Prasowe

Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu

WSPÓŁPRACUJEMY z:

Zaufali nam: